Przejdź do treści
  • Autor
  • Liryka
  • Proza
  • Dźwięk
  • Słowo
  • Obraz
  • Podziękowania
  • Odnośniki
   
   Miziak i woły Geryona
   
   - Jakieś przekleństwo ciąży nad naszą okolicą! - rzekł z goryczą sierżant Miziak wchodząc do swego schludnego komisariatu, ozdobionego plakatami wzywającymi ludność do kontraktacji roślin oleistych, hodowli trzody chlewnej, uczestnictwa w PRON-ie, oszczędzanie w PKO, lektury pamiętników Jerzego Jaskierni, sytuowania gnojówek daleko od studni oraz uprawiania stosunków oralnych jako nie zwiększających i tak już monstrualnego przyrostu populacji. To ostatnie wezwanie doprowadziło do drastycznych nieporozumień, gdyż rolnicy zrozumieli "stosunki oralne" jako stosunki przy oraniu, w rezultacie czego wczesną wiosną okoliczne pola zaroiły się osobliwymi kombajnami, złożonymi z konia, baby popychającej pług i chłopa popychającego babę, a wszystko to zadowolone, rumiane i na świeżym powietrzu. 
   
   - Co tak pana zdenerwowało, szefie? - spytał troskliwie wierny kapral Modliszka.
   
   - Jak to co? Po raz trzydziesty czwarty musimy powtarzać wybory do Gminnej Rady Narodowej!
   
   - No patrz pan! - zmartwił się Modliszka. - A ja tylu starań dołożyłem! Nawet odnalazłem na strychu i przybiłem na lokalu to stare hasło z poprzednich wyborów!
   
   - Jakie stare hasło? - spytał podejrzliwie sierżant, tknięty niedobrym przeczuciem.
   
   - No, to hasło, wie pan, "Głosujemy bez skreśleń".
   
   Miziak odpiął kaburę i wyjął z niej swą wierną TT-kę, na kolbie której widniały nacięcia, upamiętniające sukcesy zawodowe właściciela. Kapral zadrżał i zrobił krok w stronę okna.
   
   - No dobra... - zgrzytnął sierżant, z widocznym przymusem chowając spluwę. - Ostatecznie macie żonę i dziecko...
   
   - Dwoje! - pisnął kapral. - Młodszy synek organisty to też przypuszczalnie moja zasługa!
   
   - Jak to wasza? - zaperzył się Miziak, głęboko dotychczas przekonany o własnym junactwie.
   
   - Zresztą mniejsza o to! - dorzucił. - Żebym was tylko więcej nie widział w okolicy lokalu wyborczego, aż do najbliższej niedzieli!
   
   - Rozkaz! - zakrzyknął uradowany Modliszka. - A czy mogę teraz panu sierżantowi zameldować jak udało mi się rozwiązać poprzednią pańską zagadkę z pasem Hipolity?
   
   - Meldujcie! - przyzwolił zrezygnowany zwierzchnik.
   
   - A więc podejrzewał pan uczestniczkę turnieju brydżowego, panią Hipolitę Plaśniętą o przekupne działanie na rzecz drużyny przeciwnej, gdyż posiadając znakomite karty nie podtrzymywała podczas licytacji swojego partnera, tylko z nienackiego powiedziała "pas".
   
   - Nie z nienackiego, tylko z nienacka! - poprawił go sierżant. - Pan Nienacki jest to znakomity literat, który w swojej powieści "Dagome iudex" jako pierwszy udowodnił, że nasi Piastowie wyciągali i do trzydziestu orgazmów dziennie, co świadczy o krzepie tej wspaniałej dynastii.
   
   - Niech będzie, że z nienacka - zgodził się Modliszka, nie bardzo wiedzący co to jest orgazm. - W każdym razie ta pani powiedziała "pas", a wszyscy myśleli, że to dotyczy gry.
   
   - A nie dotyczyło? - spytał podstępnie Miziak.
   
   - Moim zdaniem nie, szczególnie że pani Hipolita była uprzednio na spacerze z jednym posłem, gdzie być może on sprał ją pasem albo co?
   
   - Nie sprał jej - uśmiechnął się sierżant. - Ale macie rację, że chodziło o realny pas, a nie o brydżową odżywkę. Otóż przyciśnięta do muru przeze mnie dama ta zeznała, iż na spacerze, podczas rozmowy dotyczącej wpływu Kraszewskiego na Dobraczyńskiego, czy też przeciwnie, machinalnie niejako zdjęła niesłychanie kosztowny, bo sprowadzony aż z Paryża pas z podwiązkami, który następnie w roztargnieniu zostawiła gdzieś w lesie. Gdy podczas rozgrywki uświadomiła sobie tę bolesną stratę, niechcący zawołała "pas", powodując lawinowy rozwój wydarzeń.
   
   - No to teraz o wołach Geryona! - zawołał z energią Modliszka, szykując się do robienia notatek.
   
   - A co wiecie o Geryonie?
   
   - Wiem tylko, że był to potwór o trzech zrośniętych tułowiach i trzech głowach, który strzegł stada wołów. Herkules zabił go i zabrał woły, następnie popędziwszy je do Grecji.
   
   - Bardzo dobrze! - pochwalił Miziak. - Widać, żeście zajrzeli do encyklopedii!
   
   - Do "Małego Słownika Kultury Antycznej"! - poprawił go kapral.
   
   - Tam jeszcze pisało, że po drodze część wołów ukradł Herkulesowi olbrzym Kakus.
   
   - Wszystko się zgadza! - powiedział sierżant. - Mnie też powierzono dochodzenie w sprawie kradzieży wołów, które do miejscowego PGR-u pędził z daleka wiejski pastuch zwany Zebem.
   
   - Stary Zeb! - zawołał Modliszka. - Widziałem ten serial!
   
   - Nie wiem o jakim serialu mówicie, ale pastuch był rzeczywiście stary, a zwano go Zebem, bo miał powiedzonko "A Zeby to ślag trafił". Pędził te woły i pędził, ale co dzień ubywało po kilka sztuk...
   
   - Pamiętam! - oznajmił kapral. - Wtedy ludzie mówili, że jak Zeb przypędzi stado, to zlikwidują kartki na mięso!
   
   - Kartki na pewno zniesiemy, gdy popyt wyrówna się z podażą! - powiedział surowo Miziak, cytując zdanie pewnego profesora ekonomii, który całe życie poświęcił, aby dojść do tej prostej prawdy. - W każdym razie zostałem wtedy przydzielony do stada i towarzyszyłem staremu Zebowi w charakterze młodszego pastucha, tak zwanego pastusiaka, starając się dojść, kto nam kradnie woły.
   
   - Na filmie robili to czerwoni bracia... - podsunął nieśmiało Modliszka.
   
   - Kapralu, nie życzę sobie takich uwag! - zgromił go sierżant. - Lepiej wejdźcie w moje ówczesne położenie: stado coraz mniejsze, stary Zeb coraz smutniejszy, a ja w żaden sposób nie mogę odkryć sprawcy.
   
   - A czy ten stary Zeb nie opylał przypadkiem wołów na lewo przydrożnym chłopom?
   
   - Też tak myślałem, ale nie. Zeb okazał się facetem bez skazy, chociaż biwakowym alkoholikiem, jak większość poganiaczy. Pamiętam długie wieczory przy ognisku i Zeba śpiewającego swoją ulubioną piosenkę "Idźta moje wołki przez góry i dołki, nie idźta przez pole, bo was obcyndolę"...
   
   - To piękne! - wzruszył się Modliszka, ocierając łzy. - No i co, złapał pan tego Kakusia?
   
   - Nie Kakusia, tylko Kakusa. Otóż wyobraźcie sobie, że nie złapałem, ponieważ w odróżnieniu od prawdziwego Herkulesa, w moim przypadku żadnego Kakusa nie było.
   
   - A co było? - zdumiał się kapral.
   
   - To właśnie musicie odgadnąć! - odrzekł sierżant. - Gdyby natomiast ktoś z państwa, to na Byczą!
   
   - Na Kruczą! - sprostował Modliszka, ale sierżant już tego nie słyszał, delektował się bowiem pierwszym sztachnięciem swojej wiernej fajeczki, nabitej jak zwykle dwoma popularnymi, jednym carmenem i zdechłą muchą, która niechcący tam się zaplątała.
← Serce sierżanta Miziaka
m12 →

Autor · Liryka · Proza · Dźwięk · Słowo · Obraz · Podziękowania · Odnośniki · Nowości

Początek

Zuzanka