Przejdź do treści
  • Autor
  • Liryka
  • Proza
  • Dźwięk
  • Słowo
  • Obraz
  • Podziękowania
  • Odnośniki

SZOPKA WROCŁAWSKA 84

Miś Fazi: Ludzie prosimy do nas!
Kermit: Do nas jeśli łaska!
Miś Fazi: Tutaj wrocławska szopka!
Kermit: Tu szopka wrocławska!
Miś Fazi: Ucho czujnie nadstawcie!
Kermit: Hej! Nadstawcie ucho!
Miś Fazi: Przestań za mną powtarzać paskudna ropucho!
Kermit: To ty za mną!
Pigi: Sza, spokój, zgoda narodowa,
Bierzcie przykład z Gazety i z Polskiego Słowa,
One też powtarzają, jeden temat młócą,
Ale nigdy się przytem tak brzydko nie kłócą.
Popatrzcie tu w Gazecie jest artykuł taki:
Sensacja! Pod Wołowem chłop sadzi ziemniaki
A teraz dla odmiany zajmijmy się Słowem....
O proszę "Chłop ziemniaki sadzi pod Wołowem"
Kermit: O, to Wieczór Wrocławia lepiej sobie radzi
Pisząc "Koło Wołowa chłop ziemniaki sadzi".
Miś Fazi: Fakt, reszta wiadomości też w tym samym tonie,
"Wszyscy uczciwi ludzie jednoczą się w PRONie!"
Pigi: "Bułgaria polski rynek wesprze marmeladą!"
Kermit: "W USA dwie katastrofy, powódź i tornado!"
Pigi: I wy także jedności łączcie się murem,
A pragnąc coś powiedzieć - mówcie wszystko chórem!
Fazi i Kermit: Dobrze, będziemy chórem mówili chłop w chłopa:
Chodźcie ludzie, zaprasza was wrocławska szopa,
Zaraz różne postacie na scenę się wedrą
A spektakl poprowadzi stary hrabia Fredro.
Dzieduszycki: Pumyłka, Oleś Fredru by sy ni puradził,
I dlategu mnie prosił, żeby ja pruwadził.
Pigi: Ba, ale to różnica, i to podstawowa.....
Dzieduszycki: Jaka? Ja takży hrabia i takży zy Lwowa.

(śpiewa na melodię "O północy się zjawili"

Jestem hrabia galicyjski Tunio Dzieduszycki,
Siadywałem z mamką na Wysokim Zamku,
Teraz siedzę se na Krzykach, pisuję w dziennikach
Oraz w pyriudykach, gdzie się da.

chórek:A muzyczka ino-ano, a muzyczka rżnie,
A do tej muzyki Tunio pisze swe krytyki,
Szymanowski czy Bukowski wszystko jedno mu,
Bo on całą wiedzę ma o tu!

Dzieduszycki: Bardzo często też na wizji bywam w telewizji,
Nieraz dzieci płaczą jak mnie tam zobaczą,
Ale ja się nie przejmuję tylko dalej truję
I tak zarobkuję już od lat!

chórek:A muzyczka ino-ano, a muzyczka rżnie,
A przy tej muzyce Tunio gada swoje wice
Penderecki czy Wodecki, wszystko jedno mu
Bo on całą wiedzę ma o tu!

Dzieduszycki: (mówi) Dodam też - o czym wszyscy wiedzą, mam nadzieję -
że pierwszym w wujewództwi jestem wudzirejem,
Umiem bal puprowadzić z wdziękiem, szarmem, gestem.....
Balicki : Przepraszam wodzirejem pierwszym ja tu jestem,
Chyba się pan z tym zgodzi, panie Dzieduszycki?
Dzieduszycki: (do siebie) Joj, ali ja si naciął... Sykretarz Balicki....
(głośno) Ta pewni ży pan pierwszy i ży dużo lepszy!
Balicki : A co pan mówił przedtem?
Dzieduszycki:Ot, w głowi si pieprzy,
A człowiek nie pumyśli i ozorem macha,
Pan to nawet ma lepszy głos od Himmilsbacha,
Pan nie wi jak ja pana lubi, pani Zdzichu.....
Balicki : Jam prawdziwych przyjaciół zostawił w Wałbrzychu....
Dzieduszycki: A wy Wrucławiu gorzej?
Balicki : Porównania nie ma,
Co dom to opozycja, co dwa to ekstrema.....
Dzieduszycki: Jezus Maria!
Balicki :Korupcja, porubstwo i furia,
Sto tysięcy studentów, konsulat i kuria,
Deficyt wody, gazu, stada wron i kruków,
Cztery żeńskie zakony, wojska dziesięć pułków,
Fatalne budownictwo, wszystkie drzwi bez skobla
I Różewicz w pretensjach że nie dostał Nobla,
Jak tu żyć?
Dzieduszycki:Jakoś można byle pomalutku....
Balicki : Toteż ja doprowadzę swe dzieło do skutku,
Jeszcze Wrocław zasłynie przed śwatem w przyszlości
Jako wzór ładu, składu i gospodarności,
Siedziba mądrych ludzi, piękne miasto kwiatów...
Dzieduszycki: A na razie?
Balicki :Na razie to szpital wariatów.
Dzieduszycki: O, a propos szpitala, toż pan już si wsławił,
Tym ży na Karłowicach szpital pan wystawił.
Balicki : Jeden szpital to kropla.....
Dzieduszycki:Pumału, pumału
A będzie nam si tutaj coraz lepiej działu.

(śpiewają na mel. "Titina ach Titina")

Dzieduszycki: Zdzisławie, ach Zdzisławie
Ty wiesz co piszczy w trawie,
Bo jeszcze wczoraj prawie
W gazecie pisał tyś.

Balicki : Ach byłem redaktorem,
Chodziłem spać wieczorem
Lecz pierwszym mnie tenorem
Los zechciał zrobić dziś.

Dzieduszycki: Gdy ktoś był dziennikarzem
A został sekretarzem -
Kłopotów ma w nadmiarze,
O potąd, by tak rzec.....

Balicki : Dziennikarz swe sekrety
Ładuje do gazety,
Sekretarz zaś, niestety,
Sekretów musi strzec.

Dzieduszycki: (mówi) Poszedł... tyle ża na mnie trochy si puzżymał.....
Przetrzymam... Niejednego ja już tu przetrzymał.
O, znowu ktoś nadchodzi w niezgorszej kondycji,
Wąs bujny... Oko żywe... To ktoś z upuzycji....
Pani Ewa Szumańska! Cóż za werwa, wigor....
Przegrodzki: Głupie żarty, to przecież ja, Przegrodzki Igor.
Dzieduszycki: Faktyczni... Jak to czasem oczy mylą diablo...
On tyli z upuzycją ma, co kura z szablą....
(głośno) Witam cię dyrektorze! Tyś nasz orzeł, sokół....
Przegrodzki: Przychodzę, bo podobno zwolnił się tu cokół
Po Grotowskim, co zamknął swe Laboratorium,
A ponadto podobno zmienił terytorium....
Dzieduszycki: I owszem, mistrz natchniony oraz uczniów paru
Przebywają w regionach Drugiego Ubszaru Płatniczegu....
Przegrodzki: Nim wrócą, ja tu fiku-miku,
Ciach - i umieszczę własny tyłek na pomniku...
Braun : Hola!
Przegrodzki: Ktoś mówił "hola"?
Braun : Hola, hola, hola!
Następstwo po Grotowskim, to nie pańska rola
Lecz moja, bo jak tamten - jam szaleniec boży.
Dzieduszycki: To Braun zy Współczesnegu, już on mu dołoży!
Braun : Wszak by Grotowskiego dorównać postaci
Trzeba czerpać swe siły z ziemi, naszej maci,
Przejść na ty z siostrą - wierzbą, pohukać do dziupli,
"Bracie wróbelku" mówić do szarych kurdupli,
Na bosaka po trawie szukać lisich tropów
Wzbudzając tym panikę wśród pijanych chłopów,
Wreszcie owcę wyryćkać, gładząc ją po wełnie.
Przegrodzki: A pan to wszystko robi?
Braun : Może niezupełnie,
Zwłaszcza że brak mi owcy, ale w swym teatrze
Zebrałem aktoreczki wszystkie co najgładsze
Które bądź to na goło, bądź w samej bieliźnie
Recytują przepięknie wiersze o ojczyźnie,
O humanitaryźmie, lub też biorą fuzję
By do militaryzmu wyrazić aluzję,
A wszystko udziwnione - biją liczne dzwony,
Snują się barwne dymy, wieją feretrony,
Dmą surmy, pieją chóry, szczytne rany krwawią,
Rejtan rozdziera szaty, księża błogosławią
A Wyspiański mnie z grobu błaga żebym przestał.....
Przegrodzki: Odsuń się od pomnika!
Braun : Puszczaj na piedestał!
Dzieduszycki: Ta przestańcie si szarpać! Rodacy! Sąsiedzi!
Zwłaszcza ży na pumniku już ktoś inny siedzi!
Przegrodzki: Jaka postać wsaniała!
Braun : Jaki wzrok królewski!
Dzieduszycki: Nareszci ich pugodził Henryk Tomaszewski!

(na melodię "Ach Ludwiko, miłością płonę dziką...")

Tomaszewski: Nie jest łatwy żywot mima
Bo mim nigdy czasu nima,
W swej ojczyźnie nie posiedzi biedny mim,
Ledwie wrócił z Waszyngtonu
Musi pędzić do Kantonu
A w kolejce już czekają Krym i Rzym.
Dzwoni Praga, Kopenhaga,
Londyn także się domaga,
W Oslo krzyki, w Telawiwie też aj waj,
Przysyłają telegramy
Birninghamy, Totenhamy,
Z Moskwy przyszła zaś depesza "Nu dawaj".

chórek: Ach Henryku nasz sławny podróżniku,
Cóż że świat już od lat cię wysławia,
Chociaż raz miej ty czas dla Wrocławia.
Nóg nie żałuj, tu do nas przypedałuj,
Na pupie wreszcie Heniu siądź
I z nami, z nami bądź!

Tomaszewski: Chętnie bym w ciepłym domu ogrzał stare kości
Ale nie mogę zrobić zawodu ludzkości,
Cześć piszcie na Berdyczów!

Dzieduszycki: Ha, zrobił siurpryzę,
Pusty cokół zostawił....
Przegrodzki:Zaraz ja tam wlizę....
Braun : Daj mi usiąść kolego...
Przegrodzki:Nie, nie dam koledze....
Braun : A ja jednak usiędę....
Sąsiadek: A ja już tu siedzę!
Przegrodzki: Widzę, lecz ktoś pan taki?
Sąsiadek: Ot moje papiery....
Przegrodzki: (czyta) Hm... Eugeniusz Sąsiadek, dyrektor Opery....
Dzieduszycki: Jest to w dziejach ludzkości nie pierwszy przypadek,
Że kiedy dwóch si bije - korzysta Sąsiadek.
Braun : Więc pan przejął operę?
Sąsiadek: Z chórem i kapelą.
Braun : A gdzież jest Robert-Diabeł, czyli Satanello,
Vel Robert Satanowski?
Sąsiadek: On na dużym chodzie
Bo pułkownik, a teraz pułkownicy w modzie,
Północną porą wicher porwał go grudniowy
Do stolicy, gdzie objął Teatr Narodowy
I zawisnął u szczytu, posłannictwem wzdęty
Porzucając kochanki, raty, alimenty,
Projekty, obietnice, fraki, ecie-pecie,
Rezydencję na Krzykach, krzesło w Komitecie
Zdębiałe społeczeństwo od Pilczyc po Brochów
I kilku ocipiałych ze zdumienia Włochów,
I właśnie wtedy przyszła gratka dla Sąsiadka.
Dzieduszycki: Gdy brakni kulubryny - dobra i armatka!

Sąsiadek: (śpiewa na melodię menueta) Nie przypadek
Sprawił że Sąsiadek
Przejął spadek
Bez zbytecznych gadek,
Niejeden podjadek
Wróżył mu upadek
Ale on w fotelu
Już po dniach niewielu
Umocował zadek.

chórek: Eugeniuszu
Nowy nasz geniuszu,
Jesteś w buszu
Więc nadstawiaj uszu
Nawet gdy w kontuszu
Gościsz na Ratuszu
Pamiętaj że ślisko
I trzymaj się blisko
Przy panu Januszu.

Sąsiadek: (mówi) E tam, strachy na Lachy, nawet w razie kraksy
Mogę wszak jako śpiewak wyruszyć na saksy
Dzieduszycki: Trochę cieńko pan śpiewasz...
Sąsiadek:Toż tym większe pole
Działania! Mogę śpiewać wszystkie żeńskie role,
Chóry, koloratury, najcieńsze fermaty,
Ba, nawet fioritury.... Znasz Walca z "Traviaty"?

(śpiewa na melodię "Więc pijmy za zdrowie miłości")

Więc pijmy, więc pijmy za zdrowie miłości
Jej blask niech prowadzi nas do niebiańskich
szczęścia bram...

Bartosz : (śpiewa) Nasz ustrój należy usztywnić, uprościć
Ja sam drogę wskażę wam i niejedną radę dam.

Sąsiadek: (mówi) O, ktoś mi wlazł w paradę, stwierdzam z dużym bólem.
Dzieduszycki: Taż to rydaktór Bartosz, zwany Sztywnym Julem.
Bartosz : /wmaszerowuje/ Links-rechts, links-rechts, links-
rechts, Jeder Schritt ein Żyd, jeder
gwizd ein rewizjonist, jeder strzał ein liberał,
jeder kop ein chłop, jeder trik ein rzemieślnik,
jeder szpas ein katabas, Feuerbach, Feuer - bach,
Feuer bach bach bach! Links-rechts, links-
rechts, links-rechts. Sztop.
Oto nakrótszy program, bez dyskusji, sporów,
Prosty jak umysłowość moich redaktorów,
Jak powietrze i woda ludowi potrzebny.
Dzieduszycki: Bardzo ambitny program, z tym że trochę zgrzebny.
Bartosz : Zgrzebny! Tego nam trzeba, dość życia na wyrost,
Oszczędzać, wzmóc wydajność, ograniczyć przyrost,
Nie puszczać za granicę, starczy polska niwa!
Dzieduszycki: Ależ pan sam co chwilę na zachód wybywa,
Wraca to w folkswagenie, to w jakimś peżocie...
Bartosz : Trudno, ktoś musi tarzać się w zachodnim błocie,
Wypełniać tajne misje, węszyć, niuchać, badać
I kapitalizm cichcem od środka rozkładać,
Lecz reszta - siedzieć w kraju i pracować w trudzie
Tak jak naucza organ mój "Sprawy i ludzie".
Żadne tam dacze i sauny.....
Dzieduszycki: Pan sam w saunie bywa!
Bartosz : Pan wie jak tam gorąco? Mordownia prawdziwa,
Cierpię straszliwe męki wśród pary i smrodu
Lecz muszę, bo me ciało to własność narodu,
Więc dbam o nie.
Dzieduszycki: Prócz sauny pewnie jakieś sporty?
Bartosz : Sporty proletariackie - basen, narty, korty,
Po ich użyciu wena znów powraca do mnie
I mogę uczyć ludzi że trzeba żyć skromnie.
Dzieduszycki: Myślę że nie urażę tym pańskiej skromności
Gdy powiem że pan dorósł do rzeczywistości.
Bartosz : Nie tylko ja, lecz również moi chłopcy dzielni....
chłopcy : (zza sceny) Rzemieślnicy do fabryk! Chłopi do spółdzielni!
Bartosz : O proszę, aż tu słychać mój zespolik żwawy....
chłopcy : Literaci do pióra! Hipy na Żuławy!
Bartosz : Ech moja czarna sotnia, mojeż wy sokoły.....
chłopcy : Aktorzy do teatrów! Uczniowie do szkoły!
Docenci na katedry! Do modłów biskupy! Malarze do palety!
Dzieduszycki: A organ do zupy.
Bartosz : Być może, lecz niech zupa nie będzie bagnista,
Jeno monolityczna, swojska, jasna, czysta.

wychodzi recytując

Feuer bach bach bach, jeder
sztyk ein boutiqe, jeder bang ein punk, jeder
pręt ein ajent, links-rechts, links-rechts, links-rechts...

(do wyciszenia)

Dzieduszycki: Gdy spoglądam na Julka, łzy mi płyną kątem
Oka wspominam bowiem lata pięćdziesiąte
Kiedy to - jak ktoś stwierdził pół-żartem pół-serio
Tak samo nas karmiono pół-Sartrem, pół-Berią.
Jezus Maria... a co to?
O'Ya: Twoja lubieć moja?
Dzieduszycki: Moja twoja i owszem... ktoś ty?
O'Ya: Bruna O'Ya.
Dzieduszycki: Ile twoja mieć wzrostu?
O'Ya: Moja mieć dwa trzysta,
Dlatego być największa na świecie artysta,
Solski mieć metr dwadzieścia, Jaracz metr czterdzieści,
A moja do pokoju O'Ya się nie mieści....
Moja być ładna, prawda?
Dzieduszycki: Skromny jest jak lotos....
O'Ya: Czy twoja już widziała wystawa mój fotos
U pałacu Hatzfelda?
Dzieduszycki: A co na wystawie?
O'Ya: Jak to co? Bruno O'Ya, jak jem, jak się bawię,
Jak idę do wygódki, jak z niej potem wracam,
A jedna fotos jest, jak Klaudia Cardinale macam.
Dzieduszycki: Frekwencja dobra?
O'Ya: Bardzo! Pięćset człowiek czasem.
Dzieduszycki: Brawo!
O'Ya: Można by więcej nałapać ciupasem,
Ale jak moja z bramy wyskoczyć na chodnik,
To część ludzi uciekać, nawet i bez spodni,
Skakają, przewracają przez skwer, przez ogródek
Jakby nigdy nie widzieć ruski krasnoludek.

(śpiewa na melodię z kabaretu starszych panów "Czy ciocia się nie wtrąca i szczęścia nie zamąca")

Miał Kraków swoja Boya,
Miał Madryt swoja Goya,
Muzeum ma swój zbroja
A Troja konia ma,
Zaś Wrocław, miasto moja,
Ma swoja miła O'Ya,
Swojego ma Playboya,
Więc cieszy się ha ha!

chórek: Ach Bruno Bruno,
Tyś nasze złote runo,
Tyś nam z nieba sfrunął
I runął w łeb, jak głaz...
Od starca aż do szczuna
Sympatii drży w nas struna,
Musimy kochać Bruna
Żeby nie pobił nas!

Wierzbicka: Bardzo dobrze dzieciaki, niech każde z nas pamięta
Że należy szanować i kochać zwierzęta.
Dzieduszycki: Dyskretna biżuteria... Uroda nordycka...
Ha, puznaji! To pani rydaktór Wierzbicka!
Wierzbicka: Jam ci jest.
Dzieduszycki: Jej uroda po głowi mnie hukła...
Oko żywe... sierść lśniąca... pęcina wysmukła....
Odsada bardzo dobra... tfu, a cóż ja gadam?
Pani z partii zielonych, prawda proszę madam?
Wierzbicka: I owszem, jam liderka tej nowej formacji
Chronię wszystko, liść, trawkę, kwiatuszek akacji
Psiankę, kurze gówienko, nawet sromotnika
Aż do dębu. Wśród zwierząt od pchły aż do byka.
Nieraz widzę jak dzieci niegrzeczne na łące
Męczą powiedzmy jeża, lub gonią zające,
Wtedy głos mój rozlega się jak śpiew skowronka:
Piotr nie dmuchaj świstaka! Małgosiu puść bąka!
Jasiu nie bij konika, Basiu wypuść pawia!
Dzieduszycki: Stąd takie zapawienie w rejonie Wrocławia.....
Więc pani własną piersią osłania przyrodę?
Wierzbicka: Jedną piersią osłaniam, drugą biję w mordę
Jak ktoś chce zniszczyć zieleń lub narobić w sadzie.
Dzieduszycki: Słyszałem, że ma pani w Wojewódzkiej Radzie
Objąć mandat?
Wierzbicka:E, co pan... rzecz jeszcze niepewna...
Niech lud zadecyduje... Jam śpiąca królewna,
Brodzę boso po trawie... Na cóż mi obuwie...?
Dzieduszycki: Ale gdyby wybrali...?
Wierzbicka: (energicznie) Ha cóż nie odmówię,
Lecz gdy raz tam zasiędę, niech kto listek urwie
To każę nogi z dupy powyrywać kurwie.
Dzieduszycki: Cóż to za temperament, sprawiedliwe nieba....
Na to żeśmy czekali! Takich nam potrzeba!

(na melodię "Gdzie strumyk płynie z wolna")

Wierzbicka: Gdzie strumyk płynie z wolna,
Rozsiewa zioła maj,
Stokrotka rosła polna
A nad nią szumiał gaj.

chórek: Stokrotka rosła polna,
A nad nią szumiał gaj.

Wierzbicka: Wtem harcerz idzie z wolna
- Stokrotko witam cię,
Twój urok mnie zachwyca
Więc chciałbym zerwać cię.

chórek: Twój urok mnie zachwyca
Więc chciałbym zerwać cię!

Wierzbicka: Stokrotka jak królewna
Skinęła swą koroną:
- Wypieprzaj stąd gówniarzu
Ja jestem pod ochroną.

chórek: Oddal się drogi chłopcze,
Ona jest pod ochroną.

Gucwiński : Bardzo ładna intencja i puenta zbożna....
Czy do partii zielonych jeszcze wstąpić można?
Wierzbicka: Zapisy stale trwają, kto żyw do nas goni...
Pańska godność?
Gucwiński : Gucwiński.
Wierzbicka:Ach, to pan Antoni,
A gdzież to pani Hanna?
Gucwiński : Zjawi się za chwilę
Na razie osobiście dokarmia goryle.
Wierzbicka: Dużo jest tych goryli?
Gucwiński : Co tam dużo? Mnóstwo!
Kiedyś w gorylach raczej mieliśmy ubóstwo,
Atoli od lat kilku ruszył dopływ świeży,
Gdy padali ze stołków swych różni liderzy,
Ministrowie i wszelkiej maści prominenci.
Przy każdym takim kilku goryli się kręci,
Zaś gdy pana zabraknie, biedne małpoludy
Przychodzą do nas, jęcząc: - Papu! Wódy! Wody!
Każdy dostaje klatkę, stempelek pod ogon,
I siedzi żrąc banana lub żłopiąc samogon,
Albo czasem - jak mały goryl po Babiuchu -
We własnego pisiorka gapi się bez ruchu.
Wierzbicka: O, jest już pani Hanna. Co tam w interesie?
Hanna : Ogólne ożywienie. Kondor jaja niesie,
Hipopotam się koci, dwa aligatory
Właśnie dzisiaj o świcie ruszyły w amory,
Zaś Łoś klempę pokrywa w sposób pryncypialny.
Wierzbicka: Państwo macie ogromny przyrost naturalny....
Gucwiński : Rezultat ciężkiej pracy, Zwierz nie jest namiętny
Sam za siebie. Już raczej rzekłbym że niechętny...
Wolałby grzać się na słonku lub w kółko uganiać,
A do miłości często trzeba go nakłaniać...
Wierzbicka: Przebóg jak to robicie?
Hanna : Są różne sposoby,
Ot, lubczyku się sypnie przeżuwaczom w żłoby
Niedźwiedzia trzeba poszczuć i dodać mu pary
Wołając: - pif pif, misiu, huzia, bierz ją stary!
Gucwiński : Dobra jest też perswazja. Nieraz późną nocką
Czytam lwom Starowicza a małpom Wisłocką.
Hanna : Tak zwłaszcza po Wisłockiej wprost pękają mury,
Ludzie biegną, zobaczyć chcąc małpie figury.
Gucwiński : W ten sposób i frekwencjęśmy podwindowali,
Bo gdy się małpy walą - publiczność też wali.

(na melodię "Odrażający drab")

Hanna : W naszym ZOO jest wesoło,
Kto tu był ten dobrze wie,
Mnóstwo zwierząt siedzi w koło
I wcale nie żrą się.

chórek: Kto tu był, ten dobrze wie
Że wcale nie żrą się.

Gucwiński : Osioł smaczny owies wciska
Lub podjada siana stóg,
Nie pcha się na stanowiska
Chociaż by przecież mógł.

chórek: On podjadać woli stóg,
Chociaż by pchać się mógł.

Kermit:Kret w swej norze, bóbr w żeremiu,
Glista w ziemi ma swój wikt,
Chociaż wszyscy są w podziemiu
Lecz ich nie ściga nikt.

chórek:Choć w podziemiu mają wikt,
Lecz ich nie ściga nikt.

Pigi: Świnia w dobrym jest humorze
I się tutaj czuje fest,
Nikt jej świni nie podłoży
Bo sama świnią jest.

chórek: Ten kto wielką świnią jest
Zwykle się czuje fest.

Fazi: Śmierdziel usiadł na swej żerdzi
Jako symbol naszych hut -
Mało robi dużo śmierdzi,
A my wąchamy smród.

chórek: Jest zasługą naszych hut
Że my wąchamy smród.

Kermit: Wyjec rudy w swojej celi
Głośno wył jak tylko mógł,
Że aż ludzie pomyśleli
Że jedzie kilka suk.

chórek: Jak on wyć tak głośno mógł
Jak naraz kilka suk?

Pigi:Na gałęzi tkwi leniwiec
I leniwie łapie wesz,
Ten leniwiec to szczęśliwiec
Bo to nasz polski zwierz.

chórek:Powolutku łapie wesz
Ten miły polski zwierz.

Fazi: W małej klatce siedzi menda,
Patrzy komu by tu wleźć,
Ma kuzynów po urzędach
Oraz mendali sześć.

chórek: Tam w urzędzie mendy teść,
A tu mendali sześć!

Kermit:Koło tchórza kwitnie róża,
Tchórz czasami wącha ją,
Potem róża wącha tchórza,
Więc zjednoczeni są.

chórek:Ona jego a on ją
Bo zjednoczeni są.

Gucwińscy razem: Czy to żubr czy sęp czy soból
Nikt zamiarów nie ma złych,
Nikt nie ciśnie się do żłobu
Więc bierzcie przykład z nich.

chórek: Nikt zamiarów nie ma złych,
Więc bierzmy przykład z nich.

Pigi: Właśnie, a propos żłobu, to cóż to za szopka
W której tradycyjnego nie ma wcale żłobka?

Dzieduszycki: Owszem, proszy, jest żłobek....
Fazi:Jakiś taki płaski.....
Pigi: Pewnie oszczędnościowy nasz model wrocławski.
Kermit: O, w żłobku jest maleństwo!
Fazi:Może bezeceńswo
Powiem, lecz nie jest ładne to nasze maleństwo.
Dzieduszycki: Ja wam to wytłumaczy. Żłobek to platforma Puruzumienia....
Pigi:A to małe?
Dzieduszycki: To Reforma.
Kermit: Jakieś sinawe ciałko....
Dzieduszycki: Bo niedotlenione.
Gdy już wszystkie zasady zostaną wdrożone,
Krew życiodajna ruszy, z nią witamin masa
I wówczas zobaczymy tęgiego bobasa,
Rumieńce, grube udka, ponętne cycuszki.....
Fazi: Na razie ten kałędek ma dwie lewe nóżki.....
Dzieduszycki: To robota lewaków. Co dotkną biedactwa,
Zaraz je wykręcają w kierunku lewactwa.
Pigi: O, ma też zeza w prawo....
Dzieduszycki: Zerka w mychanizmy
Rynkowe według recept Nikodema Dyzmy....
Kermit: Biedny cherlawy chłopczyk....
Dzieduszycki: Ta żeż to dzieweczka.
Kremit: Przepraszam, lecz wyraźnie widzę... hm... jajeczka....
Dzieduszycki: To jej jedyny sukces. Nawet w obcych krajach
Wiedzą, że Polska tonie w swoich własnych jajach,
Które wbrew prognostykom różnych czarnowidów
Runęły na nasz rynek jak manna na Żydów
I kraj nasz zamieniły w wielką jajecznicę,
Wytłukłszy przytem owies, żyto i pszenicę,
Pomimo modłów "Panie, zmiłuj się nad nami..."
Fazi: A nie można by długów popłacić jajami?
Dzieduszycki: Długi trzeba rękami spłacić całkowicie!
Przecie my wiarygodni! Cóż by rzekł wierzyciel
Jeśli by przed nim stanął nagle dłużnik-zdrajca
I by zamiast zielonych - pchał mu w ręce jajca?
Pigi: Czy to dziecię nie marznie, albo nie przemaka?
Dzieduszycki: W Zimie chucha na niego pan minister Baka
Wraz z ministrem Krasińskim.
Kermit:No dobrze, a w lecie?
Dzieduszycki: W lecie u nas gorąco bywa, sami wiecie,
A już szczególnie w sierpniu.
Fazi: A gdy dziecko bryka?
Dzieduszycki: To dostaje Urbana zamiast pajacyka,
Pobawi się, pohycka, i znów zamknie rzęski...
Pigi: Ach Urban, jak on na mnie działa... taki męski...
Kermit: Czy to dziecię wyżyje? Bo jakoś z nim ślisko.
Dzieduszycki: W tym jedyna nadzieja nasza, mimo wszystko.

)(śpiewają na melodię "Tiperary")

panowie : Daleka droga do Tiperary,
Do Tiperary hen precz
A jeszcze dalej o przyjaciele
Nasza wielka wspólna rzecz.
Czort wziął to cośmy mieli,
Od początku naprzód marsz,
Jakby tu dojść, dojść, dojść do Tiperary
By osiągnąć cel nasz?

panie :Ach proszę panów, co za maniery
Co za chimery i stress
Wasi dziadkowie - szwoleżery
Jeszcze dalszy mieli kres.
Cóż stąd że odzież w cery
I że znów kolejny szok?
Ten kto chce dojść, dojść, dojść do Tiperary
Nie może spocząć na krok.

Wszyscy : Daleka droga do Tiperary,
Do Tiperary gdzieś hen,
Lecz czas najwyższy do cholery
Lunatyczny przerwać sen.
Bez braw i bez bandery
Bywa także very well,
Bo przecież jest, jest, jest gdzieś Tiperary,
Tiperary - nasz cel!

Wpisał(-a): Maciej Dębski

← Autokop
Remanent I →

Autor · Liryka · Proza · Dźwięk · Słowo · Obraz · Podziękowania · Odnośniki · Nowości

Początek

Zuzanka