Przejdź do treści
  • Autor
  • Liryka
  • Proza
  • Dźwięk
  • Słowo
  • Obraz
  • Podziękowania
  • Odnośniki

Krnąbrny Dyzio

Mama jęczy, tato kwęka,
Babcia lamentuje
Dyzio nie chce kuszać mięska,
Od wczoraj głoduje!
Nie chce także zjadać zupki,
A nawet piernika,
Nie ma z czego zrobić kupki,
Prawie nic nie sika.
Dyzio dawno już się żalił
Że go nie kochają,
Wreszcie w przejściu się uwalił,
Pół chałupy zajął.
Wuj miał jechać w delegację
A tu drzwi zaparte,
Dalejż więc w negocjacje
Z upartym bękartem!
Gadu-gadu, radu-radu,
Mecz na postulaty:
- Możesz leżeć bez obiadu,
Lecz nie blokuj chaty!
- Dyziu, ja do sklepu muszę,
Posuń się, nie szalej!
- A ja kurwa się nie ruszę,
Błagajta mnie dalej!
Wreszcie zawezwano stryja
A stryj był osiłek,
Jedną ręką łaps za ryja,
Drugą łaps za tyłek!
Poczem Dyzia jak nie kopnie
Kościstym kolanem!
Dyzio wrzasnął raz okropnie
I znikł pod tapczanem.
Wnet mu przeszło głodowanie,
Innym już nie szkodzi,
Ożywiło się mieszkanie
Można po nim chodzić!
Mamy z tego konstatację,
A nawet myśl złotą:
Że dobre są pertraktacje,
Ale nie z idiotą.

Wpisał(-a): Małgorzata "Zuzanka" Krzyżaniak

← Kraina starszych panów
Krtka opowiest o pripadkowe demokrace w czechoslowace →

Autor · Liryka · Proza · Dźwięk · Słowo · Obraz · Podziękowania · Odnośniki · Nowości

Początek

Zuzanka