Przejdź do treści
  • Autor
  • Liryka
  • Proza
  • Dźwięk
  • Słowo
  • Obraz
  • Podziękowania
  • Odnośniki

O Andrzeju Waligórskim opowiadają:

  • Adam Kułakowski
  • Andrzej Kurylewicz
  • Andrzej Waligórski - "Dlaczego we Wrocławiu nie było kabaretu"
  • Bogdan Zdrojewski
  • Ewa Szumańska - Zielona teczka
  • Jan Kaczmarek - Andrzej - wokalista
  • Jan Kaczmarek - Słowo wstępne
  • Jan Miodek - Za optymizm i nadzieję
  • Konstanty Putrament
  • Medal im. Andrzeja Waligórskiego
  • Notka o Autorze autorstwa Autora
  • Olek Grotowski - Piosenka o Andrzeju
  • Słowo wstępne do zbiorku "Studio 202"
  • Sylwester Chęciński
  • Wojciech Dzieduszycki - Dymki
  • Wojciech Młynarski

Zielona teczka

Miałam już dawno i mam do dziś zieloną teczkę, moje prywatne archiwum ballad Andrzeja.

Przez prawie ćwierć wieku - spędzone w tym samym pokoju redakcyjnym, przy sąsiednich biurkach - zdarzało się raz po raz, że wychodząc z przesłuchania audycji albo biorąc świeżo napisany tekst z olbrzymiej sterty koło Andrzejowej maszyny, mówiłam:

- To chcę mieć.

- Dlaczego akurat to?

- Nie wiem. Pasuje mi.

- To sobie przepisz - odpowiadał, a potem śmiał się, otwierał szufladę i dawał mi kopię. Lubił to moje gromadzenie Jego ballad bez konkretnego celu i bez ustalonych kryteriów wyboru; po prostu tych, które byty mi najbliższe.

Wszystkie ballady Andrzeja to były równocześnie piosenki. Miały w sobie ukrytą melodię, tę, a nie inną, niemal konieczną. Kompozytor - jeżeli "czuł" Andrzeja - nie musiał niczego wymyślać, mógł tylko odczytać nuty, zawarte w tekście, tak jakby byty pisane sympatycznym atramentem. Moja zielona teczka pulsowała od tych już istniejących i jeszcze nie napisanych melodii.

Gromadziłam tam różne ballady. Groteskowe, dobrotliwie kpiarskie, absurdalne, szydercze, gorzkie, raniące, wielkoduszne, zadumane, liryczne. Najbliższe by3y mi jednak te - jak je nazywałam - "ballady z cieniem". Taki cień powstaje czasem w środku najbardziej słonecznego dnia, kiedy pojedynczy, gruby obłok zakryje słoneczną tarczę. Cień przesuwa się w ciągu kilku sekund po wszystkich drzewach, twarzach i przedmiotach, odbarwia je na chwilę i zmienia, sygnalizuje tajemniczą przemianę, której wszystko podlega.

Więc "Hamowanie" z coraz rzadziej kursującym pociągiem, "Wyspa", do której prowadzi tylko jeden kurs... Ballady o starości i o śmierci, które nigdy nie były nazwane po imieniu, ale zawsze przesuwały się tylko w formie cienia w tle.

Czasem, kiedy oboje siedzieliśmy przy biurkach i pisaliśmy, patrzyłam ukradkiem na Andrzeja i wydawało mi się, że przez Jego twarz przesuwa się również taki ulotny cień. Ale nigdy Mu tego nie powiedziałam, bo wiedziałam, że wykpiłby mnie bez litości.

Niedawno znów przeczytałam archiwum z zielonej teczki. I przypomniałam sobie, jak to dawniej niejednokrotnie się zastanawiałam, który Andrzej jest prawdziwy? Ten dobroduszny, przyjazny ludziom, drwiący z nich tak, żeby nie sprawić im bólu? Ten rozsierdzony ludzką małością i głupotą, tnący po nich słowami jak brzytwą? Ten bujny, zakochany w życiu i czerpiący z niego pełnymi garściami? Czy ten, który obcował z cieniem?...

Dopiero dziś wiem, że wszyscy byli prawdziwi, każdy z nich.

Ewa Szumańska

Autor · Liryka · Proza · Dźwięk · Słowo · Obraz · Podziękowania · Odnośniki · Nowości

Początek

Zuzanka